Pisze Joanna Wcisło – kosmetolog, modelka, mama.
Body positive. Dwa słowa, które w ostatnich latach zrobiły ogromną karierę. Pojawiają się w mediach społecznościowych, kampaniach reklamowych, magazynach, rozmowach o wyglądzie, zdrowiu i samoakceptacji. Idea, która miała dawać ludziom wolność od presji idealnego wyglądu, czasami zaczyna jednak przybierać zupełnie inne oblicze. Zamiast akceptacji siebie pojawia się przekaz: „nie muszę niczego zmieniać, bo taki właśnie jestem”. A przecież prawdziwe body positive powinno być czymś znacznie głębszym.
Jako kosmetolog, przez lata obserwuję, jak bardzo zmienia się nasze podejście do wyglądu. Z jednej strony mamy coraz większą świadomość, że zdjęcia w mediach społecznościowych często nie pokazują rzeczywistości. Z drugiej — nadal bardzo łatwo wpadamy w pułapkę porównywania siebie z innymi.
Dla mnie body positive to przede wszystkim samoakceptacja. To umiejętność spojrzenia na siebie bez nieustannego porównywania się z innymi. To świadomość własnych zalet, ale również niedoskonałości. To powiedzenie sobie: „Jestem wystarczający jako człowiek, niezależnie od tego, jak wyglądam”.
Nie oznacza to jednak, że musimy zrezygnować z chęci rozwoju.
Wręcz przeciwnie.
Możemy chcieć schudnąć, poprawić kondycję, zmienić fryzurę, zadbać o skórę, zbudować mięśnie czy po prostu lepiej się ubierać. Możemy chcieć wyglądać inaczej. I nie ma w tym nic złego. Kluczowe pytanie brzmi jednak: dlaczego tego chcemy?
Jeżeli zmieniamy siebie dlatego, że ktoś powiedział nam, że tak powinniśmy wyglądać, bo taki jest aktualny trend, moda czy oczekiwania otoczenia — trudno mówić o prawdziwej samoakceptacji. Jeżeli natomiast patrzymy w lustro i sami czujemy, że chcemy coś poprawić, ponieważ dzięki temu będziemy lepiej czuć się ze sobą — to jest właśnie świadome podejście do własnego ciała.
Body positive nie powinno być ani niewolniczym podążaniem za trendami, ani ich odwrotnością.
Nie chodzi o to, żeby za wszelką cenę być „antytrend”. Nie chodzi również o usprawiedliwianie braku ruchu, zaniedbania czy rezygnacji z dbania o siebie hasłem „kocham siebie takim, jakim jestem”. Można kochać siebie i jednocześnie chcieć coś w sobie zmienić.Można akceptować siebie dzisiaj i jednocześnie pracować nad sobą, aby jutro czuć się jeszcze lepiej.
I właśnie ta różnica wydaje mi się najważniejsza.
Współczesny świat nie ułatwia nam samoakceptacji. Media społecznościowe każdego dnia pokazują tysiące twarzy, sylwetek i stylizacji. Problem w tym, że bardzo często nie oglądamy rzeczywistości. Oglądamy świat filtrów, odpowiedniego światła, makijażu, retuszu, pozowanych zdjęć i starannie wykreowanych wizerunków.
Jako modelka doskonale wiem, że zdjęcie jest pewnego rodzaju kreacją. Odpowiednie światło, poza, makijaż, stylizacja czy kadr potrafią całkowicie zmienić sposób, w jaki postrzegamy człowieka. Dlatego nie możemy budować własnej wartości na porównywaniu się z obrazami, które często są wynikiem wielu godzin pracy całego zespołu.
Nie katujmy się obrazem innych.
Zamiast tego zatrzymajmy się i spójrzmy na siebie.
Bez filtra.
Bez porównania.
Bez pytania: „Czy wyglądam lepiej od niej? Czy jestem bardziej atrakcyjna od niego? Czy spełniam standardy, które ktoś właśnie wyznaczył?”
Zadajmy sobie inne pytanie:
„Czy dobrze czuję się ze sobą?”
Zobaczmy swoje mocne strony. Zauważmy również te, których nie lubimy. I jeżeli czegoś naprawdę nie akceptujemy — możemy nad tym pracować. Nie po to, żeby zadowolić innych. Nie po to, żeby zdobyć lajki. Nie dlatego, że ktoś stworzył kolejny „idealny” kanon piękna.
Zróbmy to dla siebie.
Dla własnego komfortu. Dla zdrowia. Dla sprawności. Dla pewności siebie. Dla poczucia, że kiedy patrzymy w lustro, widzimy człowieka, którego chcemy widzieć.
Jako mama szczególnie mocno widzę, jak ważny jest również przykład, jaki dajemy kolejnemu pokoleniu. Dzieci obserwują nas znacznie uważniej, niż nam się wydaje. Słyszą, jak mówimy o swoim ciele. Widzą, czy ciągle krytykujemy swój wygląd, czy potrafimy powiedzieć: „Lubię siebie”. Warto więc pokazywać, że dbanie o siebie nie musi oznaczać obsesji na punkcie wyglądu, a praca nad sobą nie musi wynikać z kompleksów.
Może być wyrazem szacunku do samego siebie.
Czy to łatwe? Oczywiście, że nie.
Samoakceptacja jest procesem. Czasami będziemy zachwyceni swoim wyglądem, a czasami spojrzymy w lustro bardziej krytycznie. To normalne. Nie musimy każdego dnia uważać się za idealnych. Wystarczy, że nauczymy się być wobec siebie uczciwi i życzliwi.
Prawdziwe body positive nie mówi:
„Nie zmieniaj niczego”.
Mówi:
„Nie zmieniaj siebie dlatego, że świat mówi Ci, jaki powinieneś być. Jeśli chcesz się zmieniać — rób to dlatego, że Ty tego chcesz”.
Bo ciało jest nasze. Życie jest nasze. I ostatecznie to my powinniśmy decydować, jak chcemy się w nim czuć.
Nie musimy nikogo naśladować. Nie musimy wpisywać się w żaden schemat. Nie musimy być tacy jak inni.
Możemy po prostu być sobą.
A jeśli któregoś dnia spojrzymy w lustro i pomyślimy:
„Tak właśnie chcę wyglądać. Tak chcę się czuć. Jestem dokładnie tam, gdzie chcę być — tu i teraz”*,
wtedy być może właśnie zrozumiemy, czym naprawdę jest body positive.
Joanna Wcisło
kosmetolog | modelka | mama






